Posted by: bibliofil on: April 4, 2008
Pascal Quignard „Seks i Trwoga”
Wydawnictwo Czytelnik, ISBN 83-07-02859-0, Warszawa 2002, wydanie I, 201 s., 15,3/21,2 cm, wydana w twardych okładkach.
Książka w idealnym stanie.
Przedstawiam dziś książkę wielce niepoprawną, jest w niej wiele rewelacji na temat seksualność starożytnych Greków i Rzymian. Autor dowodzi, że do czasów panowania cesarza Augusta starożytni nie rozróżniali miłości na homoseksualną i heteroseksualną (tych terminów nie znano), lecz jedynie na miłość aktywną, zdobywającą, często gwałcącą i na tę drugą, pasywną. Upodobanie Rzymian do tworzenia prawa znalazło swoje zastosowanie również w tej materii. Oktawian August w 18 roku p.n.e. ogłosił prawo kodyfikujące zachowania seksualne obywateli: „lex Julia de adulteriis coercendis”. W czasach Augusta zaczęto łączyć seks z trwogą. Powszechnie karano za miłość matrony zesłaniem na wyspy, był to postęp w porównaniu do wcześniejszej kary śmierci za taki czyn. Mesalina, żona Klaudiusza była niemoralna, bowiem się zakochała w Syliuszu – cesarzowa nie mogła kochać człowieka. Gdyby tylko się z nim kochała, wszystko było w porządku, a tak lud rzymski nie mógł jej darować, że kochała zwykłego człowieka. W końcu cesarz Klaudiusz kazał ją zabić, zginęła w czasie zorganizowanych przez siebie bachanaliów.
W starożytnym Rzymie pasywna miłość fizyczna sprowadzała na mężczyznę infamię, banicję, a jeśli był on patrycjuszem, to nawet śmierć – ponieważ okazał się on niegodnym swego stanu. Istniały wskazówki, kto kogo może posiąść, na samym dole byli niewolnicy, dzieci i służba (bez podziału na płeć), następnie kobiety niezamężne, nie będące matkami i wolni mężczyźni, żony, na samej górze był cesarz, który mógł z każdym zrobić wszystko. Cesarz, podobnie jak każdy mężczyzna w mniejszej skali, to zdobywca, który powinien zapładniać innych, a nie dawać innym przyjemność. Podobnie dopuszczalne były kontakty seksualne z dziećmi powyżej 7 roku życia i stosunki ze zwierzętami. Kobiety wydawano za mąż między 7 a 12 rokiem życia. Mimo, że uważano kobietę za zdolną do rodzenia dopiero po 12 roku życia, to folgowano sobie z nią wcześniej. Jeśli patrycjuszka, żona lub matka, została zgwałcona, to musiała zginąć, gwałciciel zaś rzadko kiedy był karany.
Tekst szokuje jeszcze bardziej w opisie zachowań seksualnych starożytnych Greków i rytuału, dzięki któremu chłopiec stawał się mężczyzną w polis, zdobywając prawo do bycia obywatelem, wojownikiem, mężem. W książce jest zdjęcie greckiej wazy, na której pokazano taki rytuał. Jest tam dwóch brodatych mężczyzn i gładkolicy chłopiec między nimi, wszyscy uśmiechnięci. Dla Greków wszystko, co nie miało brody musiało poddawać się inspiracji. Autor książki dowodzi, iż w polis inspiracja znaczyła zapłodnienie męskim nasieniem. Quignard twierdzi: “Społeczeństwo obywatelskie to jedynie cienki zwój skrywający okrucieństwo i omofagię [omophagia oznacza czyn matki, która jak zwierze pożera swoje dziecko]“. Dla niego społeczeństwo to jest “krwawa ekstaza“. Warto czytać “Seks i trwogę“, aby się uwolnić od kompleksu demokracji greckiej.
Inna ciekawostka, Grecy używali jednego słowa na zabicie w walce wroga i na zdobycie kobiety. Z Grecji pochodzi słowo pornografia (pornographia), które oznaczało dosłownie „malowanie prostytutki” i było bardzo popularnym zajęciem, w wielu domach greckich można było odnaleźć takie obrazy. Malarzem niedoścignionym w tej sztuce był Parrazjos, żył około roku czterysta przed naszą erą. Czterysta lat później jego obrazy namiętnie kolekcjonował cesarz Tyberiusz. Prawie nic dziś o nich nie wiemy, poza ogólną wiedzą, że były to freski, obrazy sztalugowe i obrazy malowane na deskach.
Pascal Quignard raczy nas obszernymi cytatami z literatury greckiej i rzymskiej. Mnie zainteresował łaciński tekst Apulejusza pt. „Metamorfozy”, o człowieku, który staje się osłem i jest wykorzystany seksualnie przez kobiety, a także przez mężczyzn. Świadkuje wielu orgiom, a następnie na powrót staje się człowiekiem, by zostać kapłanem w Rzymie i żyć szczęśliwie. “Metamorfozy” to w istocie traktat filozoficzny o stawaniu się człowiekiem, o wychodzeniu człowieka ze zwierzęcości i o groźbie ponownego osunięcia się w nią.
Autor “Seksu i trwogi” ustalił, że Rzymianie nie znosili obnoszenia się z miłością, to było rzeczą wstydliwą. Kochać można było Rzym – cesarstwo, a wcześniej republikę, nigdy zaś drugiego człowieka. Miłość ojczyzny dawała siłę, miłość do człowieka słabość. Rzymianie nie byli delikatni i tkliwi, powszechnie opowiadano sobie, kto kogo i jak wziął – łacina była pełna wulgaryzmów i sprośności. Również wielcy myśleli i mówili takim językiem, Seneka miał mówić, że najlepiej pamięta wszystko co wiązał się z seksem, nawet dawał rady na ćwiczenie pamięci, w których polecał łączenie seksu z nauką. Wydawano książki, które przestawiały możliwe pozycje miłosne, były one w wielu domach zawsze na widoku. Swetoniusz bardzo dokładnie opisał przyjemności, którym lubił oddawać się Tyberiusz w Rzymie i w czasie swojego samowygnania na Capri. W jego willi działy się rzeczy przedziwne (dziś to jest Anacapri Villa San Michele), które były nieustającą walką o utrzymanie słabnącej na starość potencji. Pomieszczenia, w których odbywały się orgie na ścianach miały sceny pornograficzne, na stolikach ustawiano księgi z obrazkami najróżniejszych pozycji. Cesarz wymyśli cały zestaw podniet dotykowych, wzrokowych, żeby tylko pozostać dłużej sprawnym mężczyzną – o wszystkim Czytelnik może przeczytać w prezentowanej książce.
Dla Rzymian wstrzemięźliwość seksualna oznaczała śmierć, impotencję i uległość. Należało zdobywać i być skupionym na własnej rozkoszy. Oczywiście niektórzy wyłamywali się z takiego myślenia. Autor przytacza “Sztukę kochania, II”, Owidiusza, zacytuję za nim, bo zgadzam się z rzymskim poetą we wszystkim, co tutaj napisał: „Lubię kobietę, która skończyła już lat trzydzieści pięć. Niech zagubieni w pośpiechu młode wino (nova musta) piją. Ja wolę kobietę dojrzałą, co zna się na rozkoszy. Taka ma doświadczenie, co starcza za talent. To ona wedle twojej woli uprawiać będzie miłość w tysiącu pozycji. W żadnym zbiorze obrazów (Nulla tabella) nie znajdziesz postaw (modos) równie różnorodnych. Taka kobieta rozkoszy nie uda. A kiedy szczytuje wtedy, kiedy jej kochanek, toć przyjemność największa. Nie cierpię obłapin, w których jedno nie daje się całkiem drugiemu. Oto dlaczego mniej mnie miłość między chłopcami pociąga. Nie cierpię kobiety, co się oddaje, bo trzeba się oddać, która się nie zwilży, by materii nie splamić. Nie chcę kobiety, co mi daje rozkosz z obowiązku (officium). Niech żadna więc kobieta nie myśli, że coś mi tam winna! Lubię słyszeć w jej głosie radość (sua gaudia), jej szept, bym zwolnił, bym się jeszcze wstrzymał. Lubię wiedzieć mą panią (dominae) w rozkoszy, gdy jej oczy obumierają (victos ocellos).” Owidiusza nienawidzono za skupianie się na przyjemności kobiety, co oznaczało zniewieściałość poety i było złym wzorem dla innych. Owidiusza skazano na wygnanie do Tomi(s) nad Dunajem (dziś Konstanca), gdzie zmarł w 17 roku n.e.
Czytelnik znajdzie w książce bogaty słownik greckich i rzymskich terminów miłosnych, kilka terminów umieściłem dla zachęty w tagach tego wpisu. Książka jest bogata w filologiczne wyjaśnienia. Na koniec bardziej współczesna ciekawostka dla Czytelnika, który niekoniecznie chce się zanurzać w mądrościach starożytnych. Quignard ustalił historię słowa homoseksualizm, powiem tutaj tylko, że zostało ono użyte po raz pierwszy w 1869 roku. Słowo heteroseksualizm pojawiło się dwadzieścia lat później. Wcześniej nikt nie trudził się zbytnio podziałem seksualności ze względu na płeć partnerów. Zachęcam do czytania dobrych książek, rozmyślań nad nimi i rozmów z innymi czytającymi.
Wyjaśnienia może wymagać tytuł książki, dlaczego Rzymianie łączyli seks z trwogą. Otóż w czasach Augusta między rokiem 18 p.n.e. a 14 rokiem n.e. zaszła w zmiana obyczajowa, męski fascinus zaczął szokować i trwożyć Rzymian zamiast fascynować, a kobieca cunnus kojarzył się coraz częściej z narodzinami i powrotem do łona matki. Zmiany te musiały budzić trwogę, jak pisze autor, domus miał trzy znaczenia: pierwszy, to łono matki, w którym jesteśmy prze narodzeniem, drugi to dom, w którym zapładniamy nasze kobiety i trzeci, to grób, w którym nas złożą po śmierci. Seks zaczął być kojarzony ze śmiercią, która nie ma żadnego sensu – nie jest bowiem ani ofiarą złożoną bogom, ani ofiarą za ojczyznę. Wcześniej składano podczas orgii rytualnych ofiary z ludzi, choć zakazano tego w roku 186 p.n.e. – oficjalnie ustanawiając liczebność biorących udział w orgii rytualnej do 5 osób i zakazując składania ofiary z ludzi w czasie orgii. Oddzielenia seksu od boskich rytuałów zabijało radość spółkowania i czyniło je zwierzęcymi, patrz “Metamorfozy“.
Seks i śmierć pozbawione religijnego sensu zaczęły przerażać Rzymian. Odpowiedzią na te lęki było chrześcijaństwo, które nadawało sens jednemu i drugiemu. Chrześcijaństwo i tkwiąc w nim idea czystości seksualnej dało możliwość skupienia, koncentracji i życia bez gonitwy za szalonymi wizjami. Twórcza energia miała być spożytkowana w miłości mężczyzny i kobiety oraz życiu wspólnoty religijnej i rodziny.
1 | bibliofil
April 5, 2008 at 8:59 am
Pascal Quignard w swojej książce dochodzi do przekonania, że w seksie podobnie jak w każdej innej sztuce najważniejsze jest oczekiwanie i towarzyszące mu twórcze napięcie, spełnienie zaś zawsze prowadzi do rozprężenia i rozbicia. Wcześniej, gdy “gonimy króliczka” jesteśmy skoncentrowani i skupieni, widzimy świat i nasze relacje z “gonionym króliczkiem” jasno i jednoznacznie. Po wszystkim, sami nie wiemy, co myśleć o nowej zdobyczy. Melancholię wywołaną nasyceniem cielesnych żądz odnajdujemy u wielu rzymskich autorów, odnośniki w tekście Quignarda. Nienasycenie budziło w Rzymianach trwogę.
Mnie się wydaje, że omawiany autor zaleca abstynencję, mimo widocznej jego fascynacji (również w rzymskim tego słowa znaczeniu) tematem.