Bibliofil Post Mortem

Bibliophile powraca na Allegro

Posted by: bibliofil on: January 22, 2010

Długo nie pisałem, być może zawiodłem tym paru z moich czytelników. Jeśli tak, to przepraszam:)

Chcę teraz wrócić do pisania o książkach i również tym razem będzie to związane z deselekcją mojej biblioteki. Bowiem książki w ostatnich latach rozeszły się po moim domu, wypierając z niego, jak i z mojej głowy, muzykę, podróże, języki, taniec i śpiew. Zajęły już kompletnie przedpokój, regał w salonie i sekretarzyk w sypialni. Wdarły się nawet do kuchni. I gdyby nie czujność mojej żony, to i tam by nas pokonały doskonałym ostrzem przepisów zebranych razem armii kuchni żydowskiej, arabskiej, perskiej, włoskiej, polskiej, portugalskiej i uzbeckiej. Jednak dzięki nieocenionej czujności żony, wypchnęliśmy je do przedpokoju, gdzie układają się one w dwóch i trzech rzędach, na dodatek jeszcze się na nich piętrzą na połowie ścian, przytłaczając nas do reszty. Postanowiłem więc spróbować odzyskać kontrolę nad moim życiem. Póki żyjemy, ta walka nie jest przegrana :-) .
Deselekcję będę prowadził zgodnie z regułą, aby zbywać pozycje, których dawno nie czytałem, które wiążą się z zainteresowaniami sprzed wielu lat. Dzięki temu zabiegowi uwalniam energię, usuwam fiksacje jakie mam na różnych tematach i robię w swoim życiu miejsce na spotkanie świata, nowego człowieka, nowej przygody i opowieści.
Wiem, że poprzednim razem przerwałem w pół kroku. Nie uwolniłem się od książek z czasów studiów na UW. Nie sprzedałem nawet połowy książek z bibliografii mojej pracy magisterskiej na temat “Solidarności” i społeczeństwa obywatelskiego. Ciężko jest wyrwać się spod władzy dobrego tekstu, który wciąż nas kusi nową lekturą i zmusza do posiadania.
Bardzo chętnie przekażę w drodze licytacji zainteresowanym czytelnikom książki związane z socjologią, filozofią, naukami politycznymi i wykładami na historii, gdzie ciągnęła mnie namiętność odkrywania i słuchanie opowieści o ludziach, miejscach i innych czasach. Oraz wielu innych, które dodaje, żeby nie zanudzić nikogo moim zamiłowaniem do polityki i historii.
I tym razem mam nadzieję, że moje wpisy będą zachęcały do lektury, pomagały w wyborze książek zarówno tym, którzy nęceni moim opisem sięgną po nie, jak i tym, którzy raczej będą odrzucali polecane przeze mnie pozycje. Wszystkich czytelników zachęcam do dyskusji.

Zachęcam do odwiedzin. Szukajcie też Bibliophile’a na allegro. W ciągu tygodnia coś się wydarzy…

The Poles are Coming (BBC documentary)

Posted by: bibliofil on: February 19, 2009

Dziś nie mam ochoty na czytanie, chciałbym z Wami obejrzeć film o Polakach w Wielkiej Brytanii: „Poles are coming”. Jest to raport zrealizowany dla BBC z Peterborough, miasta w Anglii najbardziej chyba opanowanego przez Polaków. Reżyser filmu, Alex Mackintosh, temu obrazowi przeciwstawia opuszczone polskie miejscowości i wyludnione ulice Gdańska, szkolenie kobiet do pracy w ochotniczej straży pożarnej i w innych męskich zawodach oraz upadającą stocznię, w której przecież zaczęły się przemiany w naszym kraju. Świetne są w tym filmie momenty, na przykład wyjazd Mariusza do Anglii do siostry, która się tam zainstalowała wcześniej i jego podróż autobusem do ziemi obiecanej, podróż prezydenta Gdańska Bogdana Oleszka do Peterborough by zachęcać Polaków do powrotu i jest w tym filmie ciekawy motyw Hinduski, wychowanej w Anglii, która jest przeciwna emigrantom i najdonośniej sprzeciwia się napływowi obcych. To daje do myślenia. Rzeczywiście jest tutaj w tym kraju, w Londynie widoczne jakieś nie dające się wytłumaczyć napięcie między emigrantami z Europy Środkowej i Wschodniej a emigrantami z Pakistanu, Indii, Bangladeszu. Dziwne zaczepki i żarty. Pewnie chodzi o zwykłą konkurencję i walkę o swój kawałek angielskiego tortu. Nie wiem jak określają nas Hindusi, jednak do polskiego języka już weszło rasistowskie, nowe obrzydliwe określenie „ciapaty”. Wychowałem się w domu, w którym nie było rasizmu, dlatego mnie szokują takie określenia, bo nigdy nie myślałem że współcześni Polacy są aż tak prymitywni. Owszem wcześniej to się może zdarzało, ale by teraz w wolnej, demokratycznej, zmodernizowanej i wykształconej Polsce;-) To jest szok. Staram się ograniczać kontakty do minimum z tą większością, która tego słowa używa by nie usłyszeć jeszcze innych słów i więcej opowieści z „ciekawego życia Polaków” na obczyźnie. W sumie dzięki temu słowu to mam nawet łatwiej z rozpoznaniem zagrożeń, bo się nie muszę specjalnie zastanawiać, z kim tutaj się zadawać.

Ale może to ja jestem dziwny, może to moi rodzice mi tę krzywdę zrobili, że już taki jestem odmieniec i do innych ze swych stron nie pasuję. U mnie w domu mieliśmy często gości ze świata, kilka lat z rzędu przyjeżdżał do nas Tofik student z Bangladeszu, który studiował nauki polityczne w Moskwie, było też mnóstwo osób z Rosji, pamiętam wycieczki lekarzy z Mongolii, studentów z Wietnamu. Przypominam sobie, że kiedyś oficjalna rządowa delegacja z Chin była u nas na obiedzie, a my robiliśmy za przysłowiowych Kowalskich z meblościanką w tle jako oznaką sukcesu i wysokiego statusu w socjalistycznym społeczeństwie. Porobili sobie wtedy z nami zdjęcia na tym tle. Zostawili wizytówki, okazało się wtedy, że jeden z naszych gości był chińskim ministrem. Moi rodzice byli zawsze bardzo otwarci na świat, tępili wszelkie objawy ksenofobii, rasizmu, niechęci do innych gorzej wykształconych, pracujących fizycznie, niepełnosprawnych. Pamiętam wakacje w towarzystwie głuchoniemych i naukę migania przekleństw. Pamiętam wyjazdy do sparaliżowanego od pasa w dół młodego motocyklisty, którym mój ojciec opiekował w weekendy przez rok, gdy ten czekał na operację w Stanach. Takie było moje wychowanie, być może to mnie różni od tych Polaków, których spotykam tutaj.

W sumie film ten jest niezłym podsumowaniem 20 lat demokracji w Polsce, pięknie ukazuje nam brak zaufania i przepaść w rozumieniu życia między zwykłym, szarym człowiekiem a politykiem, prezydentem Gdanska. Ach, te wszystkie niespełnione obietnice naszej pięknej Panny “S”, ale to już inny temat. Wracając do “Nadchodzą Polacy!”. To jeśli jest coś, co w tym filmie mnie rozczarowuje, to może jest tym brak informacji o emigrantach w poszukiwaniu wolności, pragnących innego stylu życia, czy innej wiedzy i umiejętności jakie można w Anglii zdobyć. Tutaj jest naprawdę masa ludzi, którzy przyjechali tutaj nie tylko dudków nazbierać, ale robić inne rzeczy. To straszne spłaszczenie. Nie znajdziesz widzu w tym materiale subkultury punk i post-punk – a sam byłem w mieszkaniu, takiej malej polskiej komunie punkowskiej, ale i na koncercie Kultu tutaj wielu takich widziałem. Tych ludzi tutaj przywiało za wolnością, oni mogą tutaj normalnie żyć i nikt im nie wypomni dziwnej fryzury, zdobienia ciała. Tutaj każdy chodzi ubrany jak mu fantazja lub lenistwo pozwalają. Czasem to nawet ciekawie wychodzi. Widziałem już wiele kobiet tylko w kusych podkoszulkach i leciutkich rajstopach. Temperatura około 10 stopni a one twardo drałują w tych szatach. Normalnie robi się skrzyżowanie Paris Hilton z dziewczynką z zapałkami. To się nawet taki instynkt opiekuńczy w człowieku rodzi, z tym że później się to ewidentnie zatraca. Tylko obcokrajowcy się przyglądają i pewnie ci, którzy są krócej niż rok.
A wracając do tych nieszczęśników, którymi BBC straszy wieczorami, to są to w większości ludzie młodzi, chcący się uczyć. Poznałem tutaj wielu studentów najróżniejszych kierunków i uczelni, zgoda że nie wszystko to szkoły warte wspominania, bo są na bardzo różnym poziomie, ale nie można tych ludzi pomijać w filmie o morzu Polaków. I pokazywać nas jako tych, co przybyli tutaj by zbierać warzywa, pracować na budowach i w fabrykach. A za zarobione pieniądze kupować sobie po dwa samochody (w filmie tak zrobił Litwin, ale w kontekście całego tematy wychodzi jakby to o Polaka chodziło). Nawet przy tym nie wytłumaczono po jakie licho mieć dwa samochody, gdy się pracuje od świtu do nocy przez 6 dni w tygodniu i jest się tutaj samemu. A w filmie ani widu, ani słychu o takich innych Polakach. Tylko to gadanie, że nam w głowie praca, praca, praca i nic poza tym. Ale może takie filmy już muszą być robione w taki sposób, aby mieszać w tym wszystkim jeszcze bardziej i do dyskusji prowadzić, hę? Co sądzicie? A co o tych rajstopach? No wiedziałem, że mi się nikt nie zgłosi. Normalnie z Wami to jest. To jak wrzucić kamień do pustej studni.

Powrót zza zaświatów

Posted by: bibliofil on: February 19, 2009

Po namowach kilku z moich czytelników, postanowiłem przywrócić blog do życia. Dziękuję za zachęty do dalszego pisania. Zachęcam do komentowania i pytań do mnie.
W międzyczasie, gdy nie blogowałem, wybrałem się do Anglii, gdzie udało mi się kupić wiele ze sprzedanych wcześniej pozycji tym razem po angielsku, w zasadzie w języku oryginału. Kupiłem również bardzo wiele ciekawych książek po polsku na wyprzedaży polskiej biblioteki przy POSK.org, głównie pierwszych wydań książek publikowanych w latach 50.  i 60.  w PRL. Postaram się o nich tutaj czasem pisać.  Kolejnym moim postanowieniem jest by być bibliofilem i jednak kupować więcej książek niż sprzedaję. Zachęcam do odwiedzin mojego bloga.

W Posku oprócz biblioteki polecam również JazzCafe i restaurację na IV p., mają tam dobre kotlety i pieczeń wieprzową:-) Polecam odwiedziny w niedzielę może uda się wam usiąść między starą, Andersowską lub AKowską emigracją wspominającą, jak oni tę wojnę wygrali, a polskimi murarzami, sprzedawcami, baby sitterami. Ostatnio gdy tam byłem, do kotleta wtórowały mi chóry głosów z zebrań politycznych przy dwóch sąsiednich stolikach. To były dwie niezależne grupy:-) Wszystko było bardzo głośno, każdy mógł wszystko usłyszeć. Jedno spotkanie było na temat kampanii politycznej konserwatystów w UE, a drugie na temat kampanii społecznej w małych miastach w PL. Słuchałem tego i się rozmarzyłem, bo jednak my Polacy to umiemy pięknie mówić o tym, co zrobimy i jak sprawy organizować. Miło się tego słuchało i kotlet jakby bardziej smakował, mój apetyt wyostrzało wyobrażenia naszego polskiego zbiorowego wysiłku społecznego. Później przyszło im do prozy życia. Przy jednym stoliku do rozmów o kosztach i do biadolenia, ile to z własnej kieszeni uczestnicy tych działań muszą dokładać, aż kotlet stanął mi w gardle, gdy tego słuchałem. Już nawet chciałem się chłopakom i dziewczynom dorzucić by zabawa trwała dalej. Tacy wydawali się sympatyczni. Przy drugim stoliku dyskutowano zaś o tym, kto kogo zna i jak ci inni, których się zna są ważni, przewspaniali i jak to dzięki naszym kontaktom wszystko można będzie załatwić. Wydaje mi się,  że była wtedy w restauracji jeszcze trzecia grupa, starych Polaków, w garniturach i garsonkach z medalami, wspominająca wojnę. W ogóle klimatów było więcej. Gdy schodziłem schodami do wyjścia po klatce schodowej niosło się echo piosenki „Hej Sokoły” śpiewanej przez koło Macierzy Polskiej Kresów Wschodnich. Wszystko wyobraźcie sobie razem z dresiarzami i robotnikami, którzy również tam przychodzą, wtedy POSK będzie dla Was jak taka mała Polska z jej wszystkim zaletami i wadami.

Naprawdę warto wpadać do POSKu.

Hello world! Bibliofil znów rusza.

Posted by: bibliofil on: February 19, 2009

“Bibliofil” rusza ponownie pod zmienioną nazwą “Bibliofil Post Mortem”.  Zapraszam do odwiedzin mojego bloga będzie w nim więcej na tematy z kategorii wymienionych powyżej;-)

Ostatnio słuchałem przedwojennych polskich tang, po polsku i w jidisz. Moje ulubione tango, od którego nie mogę się oderwać to “Papirosen”, wykonane przez Zully Goldfarb. Opublikowane na YouTube przez
jurek46pink, którego subskrypcję gorąco polecam. Wszystko co znajdziecie u Jurka jest gites. Polskie tanga jakich możecie tam posłuchać są piękne, ale te wykonane w jidisz jakoś bardziej mnie poruszają.

Siegmund Freud Pisma Społeczne

Posted by: bibliofil on: May 9, 2008

Psychologia społeczna

Siegmund Freud „Pisma Społeczne”

Wydawnictwo KR, ISBN 83-902653-3-8, Warszawa 1998, wydanie I, 534 s., 14,4/20,3 cm, wydana w miękkich okładkach.

W tomie zamieszczono następujące teksty: „Kulturowa” moralność seksualna a współczesna nerwowość, Aktualne uwagi o wojnie i śmierci, Psychologia zbiorowości i analiza „ja”, Przyszłość pewnego złudzenia, Kultura jako źródło cierpień, Dlaczego wojna?, Totem i tabu. Kilka zgodności w życiu psychicznym dzikich i neurotyków, W kwestii zdobycia ognia, Człowiek imieniem Mojżesz a religia monoteistyczna. Dla mnie najważniejszy był tekst o kulturze, przyczynie naszego nigdy nie ustającego cierpienia. Kultura blokując nasze instynkty uniemożliwia nam bycie szczęśliwymi i życie zgodne z naszą naturą. Zdaniem Freuda system nakazów i zakazów zawarty w kulturze przyjmowany przez nas od rodziców, nauczycieli, szefów w pracy tłamsi niemiłosiernie nasze ciała i miętoli nasze dusze. 

Dziś z perspektywy ostatnich dni spędzonych w Londynie nie mogę się zgodzić z tym tłamszeniem przez kulturę, bo kiedy chadzam ulicami wielkiego miasta to widuję tutaj takie wyzwolone i nigdy nie ciemieżone miejscową kulturą” dziwa i dziwy, aż mi dech zapiera. Takiej wolności i swobody nie znamy w Polsce. Dzieje się to w kraju Anglików, świecie wielkiej kultury, tradycji i monarchii. Być może dlatego nas tu tak ciągnie.

Lecę dalej zwiedzać i podziwiać. Wieczorem będzie party:-), a jutro barbecue na pływającym domu i dużo dobrej muzyki.

Urlich Beck Społeczeństwo Ryzyka

Posted by: bibliofil on: May 5, 2008

Społeczeństwo ryzyka

Urlich Beck „Społeczeństwo Ryzyka. W Drodze do Innej Nowoczesności”

Wydawnictwo Naukowe Scholar, ISBN 83-7383-116-9, Warszawa 2004, 372 s., 14,6/21 cm, wydana w miękkich okładkach ze skrzydełkami.

Książka jest w idealnym stanie.

Polecam czytać tekst porządkujący wnioski z teorii socjologiczno-ekonomiczno-politologicznych opublikowanych w ostatnich dwudziestu latach oraz prezentujący przemyślenia autora, które jemu się nasunęły po doświadczeniu awarii w Czarnobylu, nowych ekologicznych ruchach masowych i ich terrorystycznych frakcjach, a także licznych przykładach paniki rozsiewanej przez media masowe.

Beck uważa, że w Europie Zachodniej żyjemy w świecie względnie sytym, spokojnym i stabilnym, który jednak łatwo może ulec destabilizacji. Autor zauważa, że ryzyko utraty życia lub pogorszenia jego jakości brane przeciętnie jest małe. Usypia to naszą czujność i pozwala na istnienie skrajnej nędzy, wykluczenia i odrzucenia tuż pod naszym nosem. Zagrożenia ekologiczne, przemoc i przestępczość, gospodarka zależna do mediów i polityki są czułymi miejscami systemu społecznego w jakim żyją społeczeństwa Europy Zachodniej. System jest zagrożony również przez narastające rozwarstwienie społeczeństwa.

Fizyczna bliskość biegunowo różnych, biorąc pod uwagę status ekonomiczny, społeczność nieuchronnie prowadzi do przemocy: z jednej strony wzrostu przestępczości, z drugiej wzrostu opresywności instytucji państwa oraz kontroli tych biedniejszych, głodniejszych, gorszych. Te dwa wymiary przemocy wzajem się nakręcają i ryzyko jest coraz większe.

Beck postuluje prowadzenie badań dystrybucji ryzyka – rysowanie map miast, powiatów, regionów, krajów zawierających opis zagrożeń ekologicznych, przestępczych, strukturalnym bezrobociem i na nakładanie na takie mapy informacji o przestrzennej dystrybucji usług edukacyjnych, medycznych, kulturalnych. Zdaniem profesora Becka taka analiza prowadzi do odkrycia społecznych uwarunkowań ryzyka: mechanizmów spychania zagrożeń do świata biednych i bez znaczenia oraz ograniczania jego zasięgu tylko do najniższych warstw, czy klas społecznych. Skrajności są zbyt wyraźne i blisko siebie położone to musi kiedyś wybuchnąć. Uświadomienie sobie tych zagrożeń i ryzyka nie pozwala na myślenie o świecie w kategoriach średnich wartości i na skupianie się jedynie na potrzebach klasy średniej.

Przejawem nowego ryzyka dla społeczeństwa jest katastrofa w Czarnobylu i niewidoczne, przenikające ponad granicami zatrucie radioaktywne. Podobnie i nad tym ryzykiem państwo nie panuje, nie wywiązanie się instytucji państwa z obowiązku zapewnienia bezpieczeństwa pozbawia legitymacji aktualny rząd, a w dłuższej perspektywie prowadzi do erozji struktur władzy państwowej. Niewidoczne ryzyko ekologiczne to nie tylko ciężka chemia, energetyka i ciężki przemysł. Dziś do tego ryzyka należy dodać żywność modyfikowaną genetycznie i żywność podlegającą przemysłowemu przetwarzaniu. Masowa żywność pomyślana na każdą kieszeń, czyli dla biednych jest trucizną, która degeneruje materiał genetyczny.

Kolejnym stosunkowo nowym ryzykiem jest “polityzacja gospodarki”, czyli zależność gospodarki od bieżącej polityki w świeci postindustrialnym. Polityzacja dotyczy wszystkiego – we współczesnych demokracjach spór toczy się o wszystko; poczynając od kwestii, czy można pokazywać swój biust lub inne intymne części ciała publicznie, aż po pytanie, czy można zakryć swoje ciało zgodnie z wymogami wyznawanej religii. Wszystkie sfery życia są sprawą polityki, nie ma zastosowania w naszej debacie publicznej wywodzący się jeszcze ze starożytnej Grecji podział na sprawy publiczne i prywatne. Polityzacją życia prywatnego można również wytłumaczyć skupienie uwagi wyborców, mediów i polityków na emocjonalnym przywiązaniu byłego premiera polskiego rządu do domowego kota i na fakcie nieposiadania przez premiera konta w banku, zamiast rozważania o wiele ważniejszych zagadnień, jak np. sygnowanych przez tego premiera programów reformy prawa, gospodarki i edukacji. Zagrożeniem jest postawianie na równi sprawy kota oraz polskiej gospodarki ;-)

Zachęcam do czytania Urlicha Becha, bo tutaj tylko moje pobieżne impresje. Nie to co u niego, gdzie trud socjologicznej lektury i radość na końcu…, gdy się już wszystko zrozumie.

Działanie

Jacek Kuroń „Działanie. Jeśli nie panujemy nad swoim życiem, ono panuje nad nami”

Wydawnictwo Dolnośląskie, ISBN 83-7023-964-1, Wrocław 2002, wydanie I, 167 s., 13,8/20,4 cm, wydana w miękkich okładkach.

Książka jest w dobrym stanie, ale ma nieznacznie pozaginane rogi.

Zachęcam do czytania książki Jacka Kuronia, to podręcznik życia aktywnego zawsze z ludźmi i dla ludzi. Nauczmy się działać politycznie i społecznie, a będziemy zadowoleni z naszego życia.

Warto również sięgnąć po teksty Jacka Kuronia z czasów jego działalności w opozycji demokratycznej: “Myśli o programie działania“, “Uwagi o strukturze ruchu demokratycznego“, “Zasady ideowe“. Teksty te przypominają o celach zmiany społecznej przełomu lat 80. i 90. XX wieku. Chodziło w tej transformacji o godne życie w sprawiedliwym państwie, o wolność wyboru pracy i możliwość decydowania jak praca będzie wykonywana (udział robotników z zarządzaniu zakładami), o wolność słowa i informacji umożliwiającą swobodne tworzenie i korzystanie kultury (pisanie i czytanie tego, co chcielibyśmy – np. mój blog:-), o wolność nauki (wyznaczania celów nauki i swobodnego dostępu do niej). Nie wymieniam tutaj żadnych nowych faktów, jedynie przypominam sprawy choć podstawowe, to jednak zapomniane przez społeczeństwo i polityków.

Jacek Kuroń opowiadał jak zbuntować się przeciwko złej władzy. Zła władza, to jest władza totalitarna, która wszystko chce o nas wiedzieć i decydować o wszystkim, co nas dotyczy. Inaczej mówiąc jest to władza, która wszystko chce scentralizować i podporządkować sobie. Według tego autora najlepszym sposobem zwalczania takiej władzy jest budowanie sieci nieformalnych kontaktów, które służą realizacji witalnych i kulturalnych potrzeb: od produkcji i wymiany produktów spożywczych poza oficjalnym obiegiem poczynając (mięso, warzywa, zboża, alkohole), po tworzenie niezależnej kultury i nauki (teatry, wystawy, odczyty, uniwersytety i książki), czy realizację potrzeby kontaktu z Bogiem poza oficjalnie dozwolonymi praktykami kościelnymi. Działania te mają prowadzić do zbudowania alternatywnej rzeczywistości, która nie podlega kontroli i sterowaniu przez władzę. Powstające w rezultacie więzi i wartości społeczne tworzą społeczeństwo obywatelskie, którego obecność objawia się w wystąpieniach i protestach publicznych, oraz w strajkach. Zdarzenia te mogą przybierać charakter masowego ruchu społecznego. Publiczne wystąpienia, strajki i marsze protestacyjne obok walki z władzą mają służyć również komunikacji między uczestnikami ruchu z różnych miast, różnych środowisk, czy też różnych miejsc pracy. Hasła transparentów, napisy ze ścian, teksty i rysunki wlepek skutecznie przerywają milicyjne kordony i blokady informacyjne.

Jacek Kuroń w swojej definicji ruchu społecznego pisał: “Za ruch społeczny uważam tu takie współdziałanie wielkich zbiorowości ludzkich, w którym każdy uczestnik realizuje swoje dążenia, działając w małej i samodzielnej grupie. Takie małe, samodzielne grupy stają się ruchem społecznym tylko wówczas, gdy łączy je wspólnota najogólniejszego celu [wspólne wartości]” (s. 13, “Myśli o programie działania”). Zdaniem Jacka Kuronia ruch społeczny musi być oparty na małych grupach, tworzonych na bazie dobrze znających się osób, które nie będą poddawały się łatwej penetracji i kontroli. Grupy takie zawiązują się oddolnie w celu realizacji określonych celów pozytywnych (ruch społeczny naukowców i twórców, czy ruch wiernych Kościoła katolickiego broniących kościołów lub wznoszących nowe kościoły) i celów negatywnych (ruch robotniczych wystąpień od 1956 roku poczynając, czy ruch chłopskiego oporu wobec PRL przełamujący monopol państwa na handel produktami rolnymi). Wspólne działanie tworzące więzi i wartości prowadzą do dobrego rozumienia się wszystkich uczestników ruchu, oraz tworzenia nowego niezależnego języka. Język ten pozwala wyrazić nowe programy polityczne i nie daje się zawłaszczyć władzy, która prowadzi wojnę propagandową.

Dalej należy już tylko odmówić współpracy z państwem: udziału w wyborach, świętach państwowych, oglądaniu rządowej telewizji,itd. “Odwrócenie się plecami do państwa” niechybnie doprowadzi do upadku złej władzy. Państwo nie ma możliwości zwyciężyć takiego rozproszonego przeciwnika, który nie ma jednego centrum sterowania lecz setki tysięcy rozproszonych małych grup. Zdaniem Jacka Kuronia ważne jest by prowadzić pokojowe protesty i zamiast “palić komitety, lepiej zakładać własne“. Wspaniałe w tej filozofii działania politycznego jest odrzucenie przemocy fizycznej, czyni to niemożliwym prowokowanie wystąpień antypaństwowych – nie da się skryminalizować takiego ruchu społecznego przy pomocy prowokatorów na usługach milicji lub służb. Władza jest bezsilna, może uciekać się jedynie do pacyfikacji, aresztowań, przesłuchań, zastraszeń, przesłuchań i wywiadów środowiskowych w miejscu pracy. Jednak stosując przemoc wobec bezbronnych dowodzi tylko swojej bezprawności i słabości. Jawna dysproporcja środków użytych wobec pokojowych demonstrantów budzi złość wszystkich obserwatorów akcji uspokajania protestujących przeciw władzy i wzrost w tej grupie poparcia dla protestujących, a także niszczy psychikę milicjantów i pracowników służb biorących udział w takich zdarzeniach. Niesprawiedliwe i krzywdzące działania pracowników aparatu władzy, na które nie ma poparcia w przepisach prawa w dłuższej perspektywie prowadzą do osłabienia charakterów, braku pewności co do celów działań i ogólnego upadku szacunku dla prawa.

Przykładem takiego osłabiania morale pracowników SB i służby więziennej były obóz internowania dla kobiet w Gołdapi, działający od stycznia do lipca 1982 roku. Podobno komendanci tego obozu nie wytrzymywali dłużej jak miesiąc, a wartownicy pomagali przetrzymywanym tam kobietom unikać “niezapowiedzianych kontroli”.

Na marginesie trzeba zauważyć, że społeczeństwo obywatelskie powstające w wyniku programu działań Jacka Kuronia jest tworem w opozycji do państwa i władzy. Podobnie jak Kuroń społeczeństwo obywatelskie rozumieli inni działacze opozycji demokratycznej i NSZZ “Solidarność”. Tym można tłumaczyć brak wsparcia dla idei budowy społeczeństwa obywatelskiego w Polsce w pierwszych latach po “upadku komunizmu”. Uznano, że razem z końcem walki o wolność nastał również koniec społeczeństwa obywatelskiego. A samo państwo stało się obywatelskie.

Polecam czytać, bo w tekście wszystko lepiej opowiedziane – no i sam Kuroń do nas tekstem mówi. Zachęcam też do rozmyślać o wielkich czynach Polaków z przeszłości.

Viktor Grotowicz Terroryzm w Europie Zachodniej

Posted by: bibliofil on: April 19, 2008

Terroryzm w Europie Zachodniej

Viktor Grotowicz „Terroryzm w Europie Zachodniej. W Imię Narodu i Lepszej Sprawy”

Wydawnictwo Naukowe PWN, ISBN 83-01-13114-4, Warszawa-Wrocław 2000, 400 s., 14,2/20,4 cm, wydana w miękkiej okładce.

Książka w dobrym stanie.

Polecam wszystkim zainteresowanym zjawiskiem terroryzmu opowieść o europejskich ruchach terrorystycznych. Grotowicz opowiada o zamachach terrorystycznych i politycznych celach atakujących ład społeczny w Niemczech (Frakcja Czerwonej Armii i Skrajna prawica), we Włoszech (określonych przez autora jako raj do prowadzenia takiej działalności), we Francji (algierskim, maoistowskim, separatystycznym: bretońskim, korsykańskim i prowansalskim) i wreszcie o terroryzmie w Austrii. Ten ostatni kraj zaskakuje rozmiarem społecznego poparcie dla prawicowego ekstremizmu, a to dla mnie jest wciąż zadziwiające jak w kraju tak cywilizowanym, może być tak szerokie poparcie dla hitlerowskim morderców i napaści na wszystkich, którzy nie są Austriakami. Nie wiem, czy słyszeliście np. o Bawarskiej Armii Wyzwoleńczej, którą powołali u siebie ultra prawicowi mieszkańcy Austrii. To była bardzo groźna organizacja, która kilka lat temu atakowała organizacje wolnościowe, lewicowe, mniejszościowe i pomagające emigrantom. Rozsyłając bomby pocztą zagrożono ładowi kraju. Ginęli ludzie szczególnie cenni i rzadcy, bo Austriacy chcący pomagać obcokrajowcom, gejom, muzułmanom, czarnoskórym, etc.

Grotowicz opisuje początki terroryzmu w XIX wieku, przywołuje zasadnicze dla rozumienia terroryzmu teorie Bakunina, Nieczajewa, Kropotkina, Lenina. Jeśli jesteście nimi zainteresowani, polecam czytać. Czytającym po niemiecku polecam teksty w całości o terroryzmie, m.in. Lenina, Che Guevara, Antonio Negri na stronie dawnego textz.com http://ftp.fortunaty.net/com/textz/ .

Polecam czytać.

Mikroelektronika i Społeczeństwo. Na dobre czy na złe?

Posted by: bibliofil on: April 17, 2008

„Mikroelektronika i Społeczeństwo. Na dobre czy na złe? Raport dla Klubu Rzymskiego”

Wydawnictwo Książka i Wiedza, ISBN 83-05-11455-4, Warszawa 1987, wydanie I, 506 s., 12,8/19,8 cm, wydana w twardych okładkach.

Książka w dobrym stanie, okładka przetarta odrobinę.

W raporcie zamieszczono artykuły następujących badaczy przedmiotu: Alexandra Kinga, Thomasa Ronald Ide, Raya Urnowa, Susan Curran, Bruno Lamborghini, Johna Evansa, Guentera Friedrichsa, Juana F. Rada, Franka Barnaby, Klausa Lenka i Adam Schaffa. Warto czytać, mnie szczególnie przypadł do gustu tekst Adama Schaffa pt. “Zajęcie zamiast pracy“.

Adam Schaff – amerykański badacz zastanawia się nad zagrożeniami i szansami związanymi ze zmianą rynku pracy pod wpływem masowego wprowadzania mikroelektroniki. W jego tekście sprzed blisko trzydziestu lat czytamy: “jeżeli w ciągu czterdziestu czy pięćdziesięciu lat, w krajach uprzemysłowionych będziemy mieli dziesiątki jeśli nie setki milionów strukturalnie całkowicie lub częściowo bezrobotnych, należeć do nich będą kobiety, starsi, niepełnosprawni, ale głównie młodzież. Liczyć na żywiołowe przystosowanie się tych milionów ludzi, zwłaszcza młodych, oznacza skazać ich na frustrację, patologię społeczną i bunt. Ta tendencja znalazła już wyraz w narkomanii, alkoholizmie, terrorze i przestępczości. Musimy uświadomić sobie, że młodzi ludzie, z wyjątkiem wysoko wykształconych i wykwalifikowanych do specjalnych prac, zastaną świat dla siebie zamknięty. Ich możliwości ułożenia sobie życia w oparciu o uzyskane wzory będą zniszczone. Jeżeli społeczeństwo nie zaproponuje im realnej alternatywy, będzie to równoznaczne ze skazaniem ich na patologię. Chodzi o to, by znaleźć sposób uniknięcia tej groźby [s. 500-501].” Wzrastająca liczba ludzi niepotrzebnych, bez przydziału, których egzystencja niczemu nie służy jest problemem całego świata – mówił o tym Ryszard Kapuściński w wielu wywiadach. Ludzie ci stają się zagrożeniem dla systemu polityczno-gospodarczo-społecznego, dowodzą bowiem wadliwości i niesprawiedliwości systemu, oraz mogą angażować się w niebezpieczne aktywności religijne, polityczne, kryminalne i terrorystyczne. Niestety liczba osób niepotrzebnych nie pozwala na skuteczny ich monitoring przez władzę i podległe jej służby. Dlatego pytanie, co robić z niepotrzebnymi ludźmi jest kwestią podstawową dla bezpieczeństwa w każdym kraju i na każdym kontynencie.

Autor proponuje ideę ciągłego uczenia się i zajęć amatorskich, twórczych, rękodzielniczych, itd., które powinny być częściowo subsydiowane przez państwo, aby zapobiec rozpadowi społeczeństwa i nowym jego zwyrodnieniom. Jedynie w ten sposób można nadać sens życiu tych milionów zbędnych ludzi. Schaff uważa, że przed nami jest “radykalna zmiana natury społeczeństwa, którego członkowie przechodzą od etapu Homo laborans do Homo studiosus nie tracąc charakteru Homo ludens. Oznacza to niekwestionowany postęp [s. 506]. ” Polecana książka jest o postępie, idei ostatnio zarzuconej w naukach społecznych. Zachęcam do czytania i rozmyślania o naszej przyszłości, a jeszcze lepiej do działania, by zmienić nasz świat na lepsze dla wszystkich. Musi być postęp!

Stanisław Andreski Maxa Webera Olśnienia i Pomyłki

Posted by: bibliofil on: April 9, 2008

Maxa Webera olśnienia i pomyłki

Stanisław Andreski Maxa „Webera Olśnienia i Pomyłki”

Wydawnictwo Naukowe PWN, ISBN 83-01-10568-2, Warszawa 1992, 191 s., 14,3/20,4 cm, wydana w miękkich okładkach z obwolutą papierową.

Książka w idealnym stanie z moim podpisem na trzeciej stronie tytułowej.

Zachęcam do czytania Andreskiego to był genialny analityk Maxa Webera, książka bardzo przyda się każdemu studentowi socjologii, który zmaga się z odczytaniem Webera. Mnie pomogła lat temu trzynaście, mam nadzieję, że znajdzie się ktoś kto zaopiekuje się nią. Polecam!

Na marginesie Stanisław Andreski nazywał się Andrzejewski i przed wojną rozpoczął studia na ekonomii w Uniwersytecie Poznańskim. We wrześniu 1939 roku walczył w wojnie obronnej. Później przedostał się przez Węgry na Zachód, gdzie walczył w obronie Francji, a później w I Dywizji Pancernej gen. Stanisław Maczka. W tej dywizji był do jej rozwiązania. Po wojnie osiadł w Anglii, skończył studia i doktoryzował się jako socjolog. Pracował i żył w Anglii, w roli “profesora visitora” wykładał na całym świecie. Zmarł w 2007 roku (ur. 1919).

Ankieta dla czytelników i zainteresowanych deselekcją

RSS Wiadomości z UK

Blog Stats

  • 11,471 hits